STRZESZYNEK - Kto zabijał i katował koty?

czerwiec 2, 2007 by admin

Grunwaldzka prokuratura umorzyła dochodzenie w sprawie mordowania kotów na kąpielisku w Strzeszynku. Bożena Mercik zaskarżyła tę decyzję. Jeszcze w lutym w okolicach motelu i odrestaurowanej „Oazy” w Strzeszynku chodziło kilkanaście kotów. Miały swoje schronienia i miski. Dokarmiali je spacerowicze i personel motelu. Nagle koty zaczęły znikać… Jerzy Gumny, który w ubiegłym roku przejął obiekty w Strzeszynku przyznał, że wynajął firmę deratyzacyjną, aby wytępiła szczury, myszy i pchły. Zaprzeczył pogłoskom, że kazał usunąć również koty. Wcześniej mówiło się, że zamierza pozbyć się tych zwierząt, by nie odstraszały gości. Podobno koty miały być wyłapane i przewiezione do schroniska. Bożena Mercik w piątek 2 marca widziała tam mężczyznę ze strzelbą obok samochodu firmy deratyzacyjnej, który twierdził, że to broń na szczury. – Kiedy byłam między drzewami na wysokości restauracji, zobaczyłam młodego mężczyznę w ocieplanej kurtce i celującego do mnie z broni – mówi Bożena Mercik, która zawiadomiła o zdarzeniu policję. – Schroniłam się za drzewo i wtedy padł strzał. Kiedy wyszłam zza drzew zobaczyłam dużego białego kota. Martwego, z głęboką raną w okolicy oka. Sekcja kotów (w sumie mieszkańcy zawieźli do kliniki weterynaryjnej trójkę zwierząt) wykazała, że nie zostały one zastrzelone – raczej zatłuczone. Nie udało się zbadać wspomnianego białego kota. Ktoś usunął jego zwłoki. Prokuratura Rejonowa Grunwald umorzyła dochodzenie: „wobec braku danych uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”. – Prokuratura, jak wynika z jej decyzji skupiła się tylko na ustawie o ochronie zwierząt, pomijając zagrożenia życia i zdrowia mojego oraz innych osób – mówi Mercik, która zaskarżyła tę decyzję. Jej zdaniem sprawą powinny się zająć się też władze miasta. —BAS - Głos Wielkopolski —

Original post by tasdj@tasdj.pl

Mieszkamy w Holandii - tutaj koty maja raj

czerwiec 1, 2007 by admin

Dwa lata temu zamieszkaly u nas pol krwi balinskie chlopaki, ktore rozpieszczamy i kochamy ogromnie. Znalezlismy je przez internet. Szukajac orientalnych kotkow trafilismy na smieszna historie uciekinierki - Balinskiej pieknosci o imieniu Dolce Vita. Owocem trzech pelnych milosci nocy byly trzy roznej masci kocieta: Rudy tabby, Czarny Smoked i Niebieski. Do wyboru do koloru. Zadzwonilam po rudego malucha. Mila Pani powiadomila nas ze sa jeszcze dwa wolne: rudy i czarny - ale musi od razu zaznaczyc ze czarny ma jamnicze lapki i dziwnie na nich stoi. Vincent po powrocie z pracy i ogladnieciu zdjec - jednoznacznie osiwadczyl ze czarnego tez bierzemy!!!! I tak tez sie stalo - przy pierwszej wizycie wrocily chlopaki juz z nami. Rudego lobuza nazwalismy Vladimir, nasza czarna przylepa nazywa sie Fjodor. Naszym marzeniem bylo zawsze posiadania OSH. Pare miesiecy temu rozpoczelismy poszukiwania wymarzonej kotki - niebieskiej, havany lub FAWN. Po dlugotrwalych poszukiwaniach trafilismy na hodowle gdzie w jednym miocie byly do wyboru: OSH, OLH, balinskie i Syjamy z bialym. Syjamski z bialym ? - o takiej odmianie jeszcze nigdy nie slyszelismy. Nastawieni na OSH pojechalismy ogladac kocieta. No i Amor tego dnia nie leniuchujac trafil w nas swa strzala - zakochani po uszy wybralismy Syjama z bialym. TYGO (czytaj ticho) mieszka juz od miesiaca z nami. Jestesmy w nim zakochani po uszy i niezmiernie wdzieczni Hodowli Quasana z Waddixveen za tego pieknego maluszka. Poczatki nie byly latwe a szczegolnie samotne dla Tygo. Po dwoch tygodniach Tygo wraz z Fjodorem stanowia nierozlaczna pare razem sie bawia, myja i spia. Jesli chodzi o Vladimira to na razie pozostaje jedynie przy wspolnym spaniu. —Monika i Vincent Mesker—

Original post by tasdj@tasdj.pl