Zagrożenie w piaskownicach

sierpień 25, 2007 by admin

Piaskownice i place zabaw mogą być niebezpieczne. Psy i koty roznoszą toksokarozę. W Lubuskiem odnotowano już pojedyncze przypadki - To są naprawdę pojedyncze przypadki. W innych województwach jest ich jednak więcej - zastrzega lekarz Beata Szyszka-Jędrachowicz z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gorzowie. Toksokarozę wywołują nicienie. Niestety, psie i kocie odchody z jajami pasożytów są w brudnych piaskownicach i na placach zabaw. - Dlatego przynajmniej raz w roku powinien być wymieniany piasek. My nie prowadzimy monitoringu tych miejsc, ale badania w Warszawie wykazały, że ok. 10 proc. piaskownic jest skażonych - mówi dr Szyszka-Jędrachowicz. - W większości przypadków zachorowanie przebiega bezobjawowo i wtedy najczęściej dochodzi do wyzdrowienia. Niebezpieczne są jednak powikłania np. oczne, czy mózgowe. Objawy zależą od miejsca zaatakowanego przez larwy Toxocary. Mogą występować bóle brzucha, głowy, wysypka, kaszel. W postaci ocznej dochodzi do pogorszenia widzenia, a w mózgowej stwierdza się bóle głowy i drgawki. Chorobie towarzyszy wysoka gorączka i ogólne osłabienie. Leczenie toksokarozy jest długotrwałe, a zbyt późne rozpoznanie może spowodować groźne następstwa: nieodwracalne uszkodzenie tkanek. - By uniknąć choroby trzeba myć ręce, zwłaszcza po kontakcie ze zwierzętami. Myć też warzywa i owoce. Właściciele zwierząt powinni sprzątać po nich odchody i unikać piaskownic - wylicza dr Szyszka-Jędrachowicz. - Mamy pod opieką kilka piaskownic w mieście i w nich piasek jest wymieniany co najmniej raz w roku, na wiosnę. Zdarza się jednak, że interweniujemy częściej, po sygnałach od mieszkańców - mówi Leszek Rybka, naczelnik miejskiego Wydziału Gospodarki Komunalnej. Na os. Staszica pod opieką spółdzielni jest 39 piaskownic. - Zgodnie z zaleceniami sanepidu wymieniamy piasek przynajmniej raz w roku. Co więcej, większość piaskownic jest ogrodzona. Inna sprawa, że ogrodzenia są często niszczone - dodaje Leszek Kaczmarek, prezes SM z os. Staszica. —Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów—

Original post by tasdj@tasdj.pl

Biedne czarne koty

sierpień 22, 2007 by admin

60 tys. czarnych kotów pada ofiarą przesądów Każdego roku w niewyjaśnionych okolicznościach “znika” we Włoszech ponad 60 tys. czarnych kotów, którym przypisuje się przynoszenie pecha - podała włoska organizacja broniąca praw zwierząt. - Zgłaszane są nam przypadki zabijania czarnych kotów przez ludzi przesądnych w głupi sposób, albo w czasie rytuałów ezoterycznych, a nawet satanistycznych - poinformowała organizacja Aidaa. Szczyt “zniknięć” czarnych kotów przypada na Halloween - 31 października. Zdaniem organizacji Aidaa, od stuleci czarne koty są “źle traktowane i postrzegane jako zwierzęta, które przynoszą pecha, ucieleśniają zło lub są wiązane z nieczystymi siłami”. Dlatego organizacja chciałaby ogłosić 17 listopada narodowym dniem mobilizacji na rzecz czarnych kotów. Termin nie został wybrany przypadkowo - “17″ jest uważana przez Włochów za pechową, tak jak te zwierzęta. Według oficjalnych danych ministerstwa zdrowia, we Włoszech żyje blisko 9 mln kotów, z czego ponad milion na ulicy.

Original post by tasdj@tasdj.pl

Staruszkowie zabili kota

sierpień 20, 2007 by admin

Oscar – kot, który zdobył światową sławę dzięki zdolności przewidywania śmierci starszych osób, nie żyje. Zabili go pensjonariusze domu spokojnej starości, w którym mieszkał – podał serwis dailyredundancy.com. Pierwszy raz świat usłyszał o Oscarze za sprawą artykułu w prestiżowym piśmie “New England Journal of Medicine”. Opisano w nim, jak kot odwiedza mieszkańców domu spokojnej starości w Providence na kilka godzin przed ich zgonem. Personel kliniki znał zdolności zwierzęcia i traktował jego wizyty jako sygnał alarmowy - zwłaszcza, że kot “przewidział” nadchodzącą śmierć już 25 razy. Niestety, dwuletni szaro-biały Oscar nie umiał przewidzieć własnego końca. Jego zmasakrowane ciało znaleziono w jednym z korytarzy pensjonatu. Dyrekcja ośrodka nie chciała oficjalnie podać przyczyny śmierci kota. Z nieoficjalnych informacji, do których dotarł “The Daily Redundancy” wynika, że zwierzę zabili pensjonariusze. Dlaczego Oscar zostało zabity? - Po ostatnich artykułach kot stał się wyjątkowo niepopularny wśród naszych mieszkańców - powiedział serwisowi anonimowy członek władz domu starców. Staruszkowie unikali kota jak mogli i histerycznie reagowali na jego odwiedziny. Większość emerytów z Providence otwarcie cieszy się ze śmierci Oscara - Często siadał na przeciwko i wpatrywał się tymi swoimi ślipiami, aż ciarki chodziły po plecach. Jakby chciał powiedzieć “Ty będziesz następna”. Ja wolę nie znać dnia ani godziny – powiedziała “The Daily Redundancy” jedna z pensjonariuszek, Gertrude Feinman.

Original post by tasdj@tasdj.pl

Wytruto koty

sierpień 18, 2007 by admin

Na Cmentarzu Wolskim wytruto koty - alarmują karmiciele. - Bzdura, poszły za starym księdzem - utrzymuje zarząd cmentarza Jeszcze miesiąc temu na Cmentarzu Wolskim żyło ok. 50 kotów. - Od lat dokarmiali je starsi ludzie. Niedawno kilkanaście zwierząt zaczęło się dziwnie zachowywać. Były osowiałe, nie chciały jeść - relacjonuje pani Stanisława, emerytka mieszkająca przy ul. Kasprzaka. - Potem zniknęły. - Zaczęło ich ubywać, odkąd pojawił się nowy ksiądz dyrektor. Zostało może 15 zwierząt - dodaje pani Alina, inna karmicielka. Ludzie podejrzewają, że koty kazał wytruć zarząd cmentarza. - Nieraz słyszeliśmy, jak pracownicy odgrażali się, że to zrobią. Najpierw zniknęły budki dla kotów, a kilka dni później one same - denerwuje się pan Eugeniusz, który dokarmiał cztery koty. Zarząd cmentarza zapewnia, że nikt kotów nie wytruł. - Przysparzają nam problemów, bo niektóre załatwiają się na grobach, ale żadnych trutek nie wykładaliśmy. To byłoby niebezpieczne, przecież na cmentarz przychodzą też ludzie z psami - mówi Wanda Borzęcka z zarządu. Nie wie, kto zlikwidował budki ani co się stało ze zwierzętami. - Chyba poszły za starym księdzem do parafii w Ursusie, który zarządzał cmentarzem 16 lat. Mogły się do niego przywiązać - dodaje. Bezpańskie koty żyją też na innych nekropoliach. - Jedna z naszych kotek okociła się kiedyś w murowanym grobowcu, ale nie słyszałem, żeby te zwierzęta niszczyły groby. Mamy ich kilka i nie sprawiają nam problemu. Polują jednak na wiewiórki i niszczą lęgi ptaków - mówi Krzysztof Dybalski, kierownik Cmentarza Wojskowego na Powązkach. A Stanisław Mackiewicz, zastępca dyrektora Cmentarza Bródnowskiego, dodaje: - Nasze kotki mieszkają blisko portierni i zawsze dostaną jakieś resztki z jadalni. Nie przeszkadzają. Sprawę zniknięcia kotów z Cmentarza Wolskiego badały miejskie biuro ochrony środowiska i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. - Rozmawiałam z księdzem dyrektorem, który zapewnił, że nie podjął w sprawie tych kotów żadnych kroków. Jednocześnie zasugerował, żeby znaleźć dla nich nowe miejsca do karmienia, bo nie chce pojemników z jedzeniem pod kościołem i budynkiem zarządu cmentarza - mówi Dorota Będkowska z BOŚ. Co się stało z ponad 30 kotami? Ustaliliśmy, że na pewno “nie poszły za starym księdzem” do parafii im. św. Rodziny w Ursusie. - One były półdzikie. Ani sam żadnego nie wziąłem, ani też żaden się ze mną nie przeprowadził - zapewnia ks. Jerzy Kaszyński.

Original post by tasdj@tasdj.pl

W BOKSACH BYŁY KOTY

sierpień 12, 2007 by admin

Fatalne warunki zwierząt w nielegalnym schronisku Łódzcy policjanci odkryli w gminie Błaszki w powiecie sieradzkim schronisko dla zwierząt, w którym większość pracowników zatrudniona była “na czarno”. Nielegalna była również zapłata. Za opiekę nad zwierzętami pracownicy otrzymywali alkohol oraz papierosy bez akcyzy. Na terenie schroniska zatrudnionych było dwadzieścia osób, 15 mężczyzn i 5 kobiet. Robotnikom nie wolno było opuszczać terenu. Byli zamknięci za murami, a wyjście ze schroniska wiązało się z ucieczką przez betonowe ogrodzenie. Wśród zatrudnionych w schronisku osób wiele posiadało bogatą przeszłość kryminalną, a jeden z mężczyzn poszukiwany był listem gończym. W czasie przeszukania policjanci ujawnili i zabezpieczyli „lewy” spirytus i papierosy, które były jedynym wynagrodzeniem dla pracujących bez wymaganego zezwolenia robotników. Na terenie schroniska stróże prawa ujawnili ponad 1000 psów różnych ras. Zwierzęta mieszkały w przepełnionych boksach, były wychudzone, nie miały szczepień. Poza psami w boksach znajdowały się także koty, lisy, pawie, konie, kozy, gołębie i kaczki – właściciel twierdził, że ta menażeria jest jego własnością. Śledczy ustalili, że 50–letni właściciel schroniska prowadził działalność nielegalnie. Oficjalnie prowadził podobną działalność w Łodzi, natomiast w gminie Błaszki zakupił gospodarstwo rolne i bez wymaganych zezwoleń uruchomił tam „filię” łódzkiego schroniska. Łodzianin nie prowadził jakiejkolwiek dokumentacji czy ewidencji zwierząt. 50-letni mężczyzna najprawdopodobniej odpowie za prowadzenie „biznesu” bez zezwolenia i nielegalne zatrudnianie osób, a także za znęcanie się nad zwierzętami. —TVN24—

Original post by tasdj@tasdj.pl

BUSH, CLINTON, SHERLOCK - TO TYLKO NIEKTÓRE Z IMION NADANYCH KOTOM

sierpień 10, 2007 by admin

Gdzie najlepiej miewają się uliczne koty? W Rosji, ale tylko te, które dały się złapać 50-letniej Ninie Kostsowej. W swoim dwupokojowym mieszkaniu w Nowosibirsku Nina urządziła minischronisko. W małym mieszkaniu, mającym niecałe 20 metrów kwadratowych, Nina Kostsowa trzyma 130 kotów. Pierwszego zabrała z ulicy 15 lat temu, i od tej pory żadnego porzuconego kociaka nie zostawiła na ulicy. - Szkoda mi było jednego, potem drugiego, potem trzeciego i tak to się zaczęło. Ale nie traktuję tego, jak zbierania znaczków, a to mi zarzucają ludzie - mówi Rosjanka. I przekonuje: - Zbieranie kotów to coś zupełnie innego. Dbanie o te koty to naprawdę ciężka praca. Mimo że praca naprawdę nie jest lekka, to sprawia właścicielce dużo radości. Kobieta zżyła się ze swoimi zwierzakami i każdemu nadała imię. - Ten to Watson, ten Sherlock, tamten Bush, a ten z kolei Clinton - mówi Kostsowa pokazując kolejnych podopiecznych. - Putina nie mam - dodaje. Najwięcej zachodu wymaga utrzymanie czystości w mieszkaniu, najwięcej pieniędzy - wykarmienie kotów. - Zapach jest do zniesienia. Gorzej, że koty z reguły uaktywniają się w nocy… A 130 sztuk potrafi zrobić naprawdę dużo hałasu - mówią o zwierzętach sąsiedzi Niny Kostsowej. —TVN24—

Original post by tasdj@tasdj.pl

Cukrzyca – choroba tłustych kotów

sierpień 8, 2007 by admin

Koty z nadwagą trzy razy częściej chorują na cukrzycę – informuje „Journal of Feline Medicine and Surgery”. 85 do 95 procent przypadków kociej cukrzycy to choroba typu II, związana z otyłością.Jak wykazały badania prowadzone przez naukowców z Edinburgh University na 14 000 zwierząt, jeden na 230 brytyjskich kotów cierpi na cukrzycę, przy czym choroba ta trzy razy częściej występuje u zwierząt z nadwagą, a także u kotów rasy birmańskiej. Szczególnie narażone na zachorowanie są nieruchawe, wykastrowane kocury. Styl życia zarówno kotów, jak i ludzi staje się w krajach uprzemysłowionych coraz bardziej niezdrowy – koty mają za dużo jedzenia i za mało okazji do ruchu, zwłaszcza, że często w ogóle nie wychodzą z mieszkania. Gdy podobne badania prowadzono w latach 70. XX wieku w USA, na cukrzycę cierpiał mniej więcej co tysięczny kot. Teraz cukrzyca stała się częstsza niż dominujące dotąd wśród kocich chorób problemy z tarczycą. Podobnie jak u ludzi, zachowanie właściwej wagi i aktywność fizyczna pozwalają zmniejszyć ryzyko cukrzycy zaznaczają autorzy badań.

Original post by tasdj@tasdj.pl

Kot ratuje noworodka

sierpień 5, 2007 by admin

Kot uratował życie noworodkowi porzuconemu na progu domu w Kolonii. Miauczał tak głośno i długo, aż ktoś się obudził i wyszedł na dwór. “Ten kot to bohater - stwierdził rzecznik policji Uwe Beier - Jego rozpaczliwe miauki zwróciły w końcu uwagę właściciela domu i uratowały dzidziusia przed grożącym mu wychłodzeniem. Właściciel otworzył drzwi, żeby zobaczyć, czemu kot tak się zachowuje i znalazł noworodka”. Dziecko zabrano o godzinie 5 rano do szpitala. Okazało się, że chłopczyk doznał tylko łagodnego wychłodzenia organizmu, choć temperatura tej nocy spadła do zera stopni Celsjusza. Jak podał rzecznik, nie wiadomo nic o matce dziecka.

Original post by tasdj@tasdj.pl

Psy znanego aktora zagryzły dozorcę

sierpień 4, 2007 by admin

Psy należące do amerykańskiego aktora Vinga Rhames’a, znanego z serii filmów “Mission: Impossible”, zagryzły na jego posesji mężczyznę, który się nimi opiekował - powiadomiła w piątek lokalna policja. 40-letni mężczyzna mieszkał na posesji Rhames’a w ekskluzywnej dzielnicy Los Angeles od dwóch lat, pracując jako dozorca. Do jego obowiązków należała również opieka nad psami. W piątek rano odnaleziono go martwego na trawniku przed domem aktora, z licznymi śladami ugryzień. Dokładne przyczyny zgonu zbada koroner - powiedział rzecznik lokalnej policji Lee Sands. W ogrodzie w chwili przybycia policjantów biegało wiele psów. Trzy z nich - dwa rasy bullmastif oraz buldog angielski - zostały schwytane. W chwili wypadku Rhamesa nie było w domu. Aktor znany jest przede wszystkim z serii filmów “Mission: Impossible”, oraz z roli Marcelusa w “Pulp Fiction”. —PAP—

Original post by tasdj@tasdj.pl